niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 1

Dlaczego ja? - to pytanie zadaję sobie codziennie i nie potrafię na nie odpowiedzieć. Teraz, siedząc w samolocie, zastanawiam się co dalej. Końcówka czerwca była znów początkiem .. tak dobrze znanego mi stanu. Kolejny ból - powodujący łzy. Kolejne godziny spędzone na szpitalnym oddziale. Coraz większe dawki lekarstw osłabiały mój organizm bardziej. Czułam się jak roślina .. Kiedy lekarze nie dawali mi szans choroba ustała. Od dwóch miesięcy nie pojawiły się żadne nawroty, a ja czuję się na siłach i pełna energii. Ale od początku, wspomniałam o samolocie? Racja! Lecę do Dortmundu.

~*~*~

Mieszkanie nie było wielkie, ale małe też nie - w sam raz dla dwóch osób. Mieściło kuchnie połączoną z salonem i jadalnią, łazienkę i dwie sypialnie. Co prawda na początku mój pokój przypominał garderobę, ale urokliwe meble i kilka ozdób przywróciło blask pomieszczeniu.-  Moja kuzynka, starsza ode mnie o rok mieszka w Dortmundzie od początku studiów. Po śmierci rodziców odziedziczyła spory spadek, więc mogła pozwolić sobie na kontynuowanie studiów i pozostanie w Niemczech. Teraz jest dwudziestopięcioletnią początkującą lekarką pracującą w Borussii Dortmund. Bardzo dużo zawdzięczam kuzynce m.in. przeprowadzkę tutaj. Rodzice od początku byli przeciwni, ale Sara bombardowała ich takimi argumentami, że w końcu się zgodzili. W trakcie choroby bywała przy mnie w szpitalu całymi dniami. Jest dla mnie jak starsza siostra. Sama jestem jedynaczką. Rodzice nigdy nie rozmawiali o drugim dziecku. Czemu? Nie wiem. Sama też nigdy nie mówiłam, że chciałabym mieć młodsze rodzeństwo. Im byłam starsza coraz mniej o tym myślałam. Rodziców w domu prawie nie było. Tata latał po świecie, a mama pracowała w szkole jako nauczycielka muzyki. To pewnie stąd moje zamiłowanie do muzyki. Od dziecka uczę się grać na pianinie. Przez chorobę i długie pobyty w szpitalu nie zostałam przyjęta na Akademie Sztuk Pięknych - nie stawiłam się na egzamin kwalifikacyjny. Obecnie złożyłam papiery na studia w jednej z dortmundzkich uczelni. Mam nadzieję, że mnie przyjmą ..

~*~*~

Dzień zaczynam tak samo budzę się, otwieram oczy, wstaję i idę do łazienki pod zimny, orzeźwiający prysznic. Ubrałam się i na usta nałożyłam truskawkowy błyszczyk. Gotowa poszłam do kuchni. Zabrałam się za śniadanie. Zrobiłam sobie tosty i wstawiłam wodę na herbatę. Usiadłam przed telewizorem i konsumowałam tosty popijając gorącą herbatą. Od przyjazdu tutaj to codzienna monotonność jest nudna. Pierwszy raz od przyjazdu wstałam z kanapy, ubrałam buty i wyszłam z mieszkania. Znałam tylko jedno miejsce, w którym mogłabym zabić czas. Mianowicie kawiarnia w parku. Kiedy zachorowałam, a w Dortmundzie znalazł się dobry lekarz, polecił mi właśnie tą kawiarnie w parku. Lubiłam siadać pod oknem. Stamtąd widziałam wszystko co dzieje się w parku. Tak było i tego dnia. Usiadłam i zawołałam kelnera.
- Dzień dobry. Co dla pani? - spytał posyłając mi piękny uśmiech
- Dzień dobry - odwzajemniłam uśmiech - Poproszę wodę niegazowaną
Kelner odszedł, a ja zaczęłam przeglądać facebook ma moim iphone.
- Cześć - usłyszałam męski głos, więc odwróciłam wzrok od elektronicznej zabawki - Laura, prawda? - odsunął krzesło i zasiadł naprzeciwko mnie - Nie poznajesz mnie?
- Marco? - odparłam jednocześnie ukazując na twarzy zaskoczenie - Miło Cię widzieć ponownie - powiedziałam uradowana wpadając w ramiona chłopaka. Po krótkiej chwili czułości usiedliśmy na wcześniej zajmowanych miejscach i zamówiliśmy sok pomarańczowy dla Marco.
- Nadal grasz w Borussii? - zapytałam
- Tak. Niedawno przedłużyłem kontrakt - odpowiedział biorąc łyk soku - A ciebie co sprowadza do Dortmundu?
- Przeprowadziłam się
- Może jednak? - spytał wskazując palcem za okno
- O co ci chodzi?
- Może pojedziesz ze mną na trening?
- Może nie. Przepraszam, ale muszę iść do domu - odparłam z oburzeniem. Chwyciłam telefon i wstałam z miejsca. Już miałam iść, gdy poczułam uścisk. Chłopak trzymał mnie za nadgarstek, a po chwili przyciągnął do siebie
- Widziałem jak na mnie patrzysz - szepnął mi do ucha, a przez ciało przeszły przyjemne dreszcze. Szarpnęłam i wydostałam się z tej niekomfortowej sytuacji
- Idiota! - krzyknęłam w jego stronę
Wyszłam z kawiarni i ruszyłam w drogę prosto do domu. Co za cham. Co on sobie myślał? - pomyślałam. Z drugiej strony to było nawet fajne. Malinowska co ty gadasz? Opanuj się - próbowałam wyrzucić z siebie te myśli.
- Laura - usłyszałam swoje imię i odwróciłam się momentalnie do tyłu - Przepraszam. Głupio wyszło. Może podwieźć się do domu?
- Zapomnijmy o tym - odpowiedziałam - Dziękuje, nie musisz - dodałam
- Nalegam - powiedział robiąc słodką minkę
- Czemu to robisz?- spytałam
- Ale co?
- Znowu to zrobiłeś - powiedziałam widząc jak się do mnie uśmiecha
- To ten mój urok tak na dziewczyny działa - zaśmiał się za co oberwał ode mnie w bark - Ładna, mądra i do tego lubi się bić - dodał. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
Chyba nie chcesz powiedzieć, że ci się spodobał? - pomyślałam.
Chłopak otworzył mi drzwi do samochodu i wsiadłam. Marco usiadł na miejscu kierowcy i włączył silnik. Kiedy znaleźliśmy się na drodze podałam mu mój adres.
- Dlaczego nie skręcasz? - spytał widząc jak mija wjazd na moje osiedle - Marco! - krzyknęłam
- Spokojnie ślicznotko - posłał w moją stronę ten uroczy uśmiech
Nie minęło 10 minut i znaleźliśmy się pod stadionem. Pierwszy z samochodu wysiadł chłopak, a potem ja lekko onieśmielona ruszyłam za nim. Weszliśmy do środka. Marco zaprowadził mnie pod drzwi, z których wynikało, że to szatnia. Wisiał na nich napis po niemiecku.
- Zaczekaj 5 minut - powiedział i wszedł do szatni. Oparłam się o ścianę i wyciągnęłam swojego iphona. Wpisałam w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko, ale moje wyszukiwanie przerwał tak bardzo znany mi głos.
- Co ty tu robisz? - spytała Sara zaskoczona moją obecnością
- Czekam sobie - odpowiedziałam
- Mogę wiedzieć za kim?
- Za mną - odezwał się Marco
- No widzę, że poznałaś już największego podrywacza w Dortmundzie - wybuchła śmiechem kuzynka. Z twarzy Marco także nie schodził uśmiech.
- Idź już na trening. Wezmę Laurę do siebie - odparła
- Sara jednak pójdę z nim. Chcę zobaczyć jak radzi sobie z piłką - wystawiłam w stronę chłopaka język i po chwili uśmiechając się
Zajęłam miejsce i zaczęłam przyglądać się wchodzącym na murawę innym piłkarzom. Trening trwał ponad godzinę. Marco kochał to co robił, a to co robił, robił z wielkim poświęceniem. Dobrze wiedział, że jest dobry. Kiedy wszyscy już się przebrali on jeszcze trenował rzuty na bramkę z różnych odległości.
- Nie nudziłaś się? - spytał odkładając piłkę do worka z piłkami
- Tylko na początku - odpowiedziałam i ruszyłam z nim do szatni
- Wezmę prysznic i odwiozę Cię do domu - odparł i znikł za drzwiami szatni


4 komentarze:

  1. Świetnie się zaczyna! :)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ciekawie <3
    Czytam,obserwuję i zapraszam do siebie na prolog (;

    OdpowiedzUsuń
  3. Super się zaczyna! Na pewno będę czytać...z komentowaniem niestety będzie trudniej, ale na pewno przeczytam każdy rozdział :D Czekam na kolejny rozdział i zapraszam też do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Marco podrywacz :D
    Fajny rozdział, czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń