piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 3

Odwróciłam się i ujrzałam Marco.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Stanęłam na wprost niego.
Chwycił mnie w tali i za dłoń ..
Marco objął mnie trzymając lekki dystans między nami.
Zaczęliśmy tańczyć, raczej kołysać się, bo tańcem trudno to nazwać. Więc kołysaliśmy się na przekór szybkiej muzyki, która wydobywała się z głośników. Marco nie odrywał ode mnie wzroku. Serce waliło mi niesamowicie. Czułam na sobie spojrzenia innych przebywających wokół nas. Początkowo krępowałam się lecz zaufałam Marco i dałam mu się prowadzić. Ta chwila była cudowna, magiczna ..
Marco okręcił mnie delikatnie tak bym wpadła mu w ramiona. Tak się stało ..

~*~*~

Kładę się do łóżka, gaszę światło i leżę, wpatrując się w sufit. Zamykam oczy i odpływam w mocny sen. Nazajutrz budzi mnie Sara.
- Laura, wołam cię i wołam. Śpisz jak zabita. 
Otwieram niechętnie oczy. Zerkam na budzik. 
Dziewiąta rano.
- Idę do pracy. Na stole jest lista, idź zrób zakupy. Wrócę o piętnastej - oznajmiła i zamknęła za sobą drzwi.
Leniwie wydostałam się z łóżka i  poszłam do łazienki. Biorę prysznic, myję włosy i zawinięta w ręcznik wychodzę z łazienki. Ubrałam się, a włosy spięłam w koka. Usiadłam z ciepłą kawą przy stole i zaczęłam przeglądać kolorowe pisemka. Nagle usłyszałam z swojego pokoju dźwięk mojego iphona. Wyświetlił mi się nieznany numer. Mimo to odebrałam i usłyszałam kobiecy głos.
- Dzień dobry. Czy to pani Malinowska?
- Dzień dobry. Tak - odpowiedziałam
- Chcielibyśmy, aby pani przyjechała jutro na uczelnię w celu przyjęcia pani do naszej szkoły. Komisja oceni pani wykonanie jednego, wybranego przez panią utworu oraz zada kilka dodatkowych pytań
- O której miałabym przyjechać na uczelnię?
- Od czternastej zaczynają się nabory. Lista ze szczegółami będzie wywieszona na głównym holu. Proszę się z nią zapoznać i czekać, aż zostanie pani wywołana.
- Dobrze. Dziękuje za telefon. Do widzenia
- Do widzenia
Wybrałam numer do mojej kuzynki, a gdy odebrała pełna entuzjazmu opowiadałam jej o telefonie z uczelni
- Potrzebuję poćwiczyć grę na pianinie - oznajmiłam
- Marco ci pomoże ..
W słuchawce usłyszałam śmiech Marco.
- Przyjedzie po ciebie o szesnastej - powiedziała i rozłączyła się. Nie za bardzo podobał mi się ten pomysł .. 
Schowałam moje cudeńko do tylnej kieszeni spodni, wzięłam listę zakupów i poszłam na zakupy.
Powoli zbliżałam się do sklepu. Przeszłam na drugą stronę ulicy i wchodząc do budynku chwyciłam za koszyk. Spojrzałam na listę i powędrowałam po pierwszy składnik z listy. Wracając do domu kupiłam jeszcze świeże owoce na straganie.

Dochodziła szesnasta. 
- Może być - powiedziałam do siebie przeglądając się ostatni raz w lustrze. Do kieszeni spodni schowałam iphone i gotowa zeszłam na dół. W sportowym samochodzie czekał na mnie Marco. Uśmiechnął się patrząc na mnie przez swoje przeciwsłoneczne okulary, po czym wrócił do patrzenia na drogę. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do domu chłopaka. Mieszkanie znajdowało się na jednym z bogatszych osiedli w Dortmundzie.
Pierwsze co rzuciło się w oczy to przestrony salon połączony z aneksem kuchennym i dużym stołem, przynajmniej dla dziesięciu osób. Na wprost wejścia znajdowały się schody prowadzące do góry. Marco skierował nas do niewielkiego pomieszczenia. Ściany były białe, a na podłodze pozostały nierozpakowane kartony oraz resztki po puszkach od farb. Moją uwagę przykuł instrument stojący przy bocznej ścianie. Podeszłam do niego i przejechałam ręką po ciemnej klapie zasłaniającej klawisze. Dziwne .. Ale nie było grama kurzu. Otworzyłam ją delikatnie i nacisnęłam jeden klawisz, który wydobył z siebie dźwięk. Usiadłam na krześle i zagrałam pierwszą część piosenki. Zamknęłam oczy, a w głowie przypominało mi się kolejne brzmienia utworu.
Wpatrywałam się w okno, nawet nie patrząc na klawisze. Kiedy oderwałam ręce od klawiatury kończąc tym samym piękną melodię spojrzałam w stronę chłopaka. Marco dosunął drugie krzesło i delikatnie przesunął palcami po klawiszach wydobywając lekkie dźwięki. Wstał i z kartonu wyciągnął kartki, na których zapisane były nuty. Zajął ponownie miejsce obok i zaczął grać pierwszy akord. Dokładnie śledziłam ruchy palców skupiając się na każdym kolejnym granym przez chłopaka dźwięku. Kiedy skończył grać odwrócił wzrok w moją stronę, a ja posłałam mu uśmiech. Marco przewrócił kartki. Teraz miałam grać ja ..
Siedzieliśmy przy pianinie już kolejną godzinę ..
Niechcący nacisnęłam na nieodpowiedni klawisz, a dźwięk, który się wydobył rozwiał magiczną chwile w jednej sekundzie ..
Podnoszę głowę do góry spoglądając na blondyna.
Marco wygina usta w półuśmiechu, a ja wpatruję się w nie jak zahipnotyzowana. Delikatnie głaszcze mój policzek, nachyla się i całuje. Lekko się odsunęłam i zamarłam zaskoczona.
- Marco .. - nie dokończyłam, bo zamknął ponownie moje usta swoimi

Pytam się gwiazdy co drogę wskazać błądzącym miała
Czemu ze wszystkich pragnień na świecie to Ty - mnie wybrałeś
Gwiazda, co w rzece wciąż się przegląda też tego nie wie
Czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam ciebie, czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam ciebie

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 2

Marco otwiera przede mną drzwi, a ja wsiadam do środka samochodu. Obchodzi samochód i zajmuje miejsce obok mnie. Wyjęłam telefon i nacisnęłam przycisk, żeby sprawdzić godzinę - 11:50.
Po dwudziestu minutach dotarliśmy na miejsce.
- Dziękuje - odparłam uśmiechając się promiennie w jego stronę
- Nie ma sprawy - odwzajemnił uśmiech - Dałabyś mi swój numer?
Wymieniliśmy się numerami i wróciłam do mieszkania.
Doszłam do wniosku, że nie będę siedzieć cały dzień w domu, ubrałam sportowy strój, wzięłam do ręki iphona wraz ze słuchawkami i poszłam pobiegać.
Biegałam w pobliskim parku. Nagle usłyszałam swoje imię, odwróciłam się i upadłam.

- Nic Ci się nie stało? - usłyszałam znajomy głos
- Wszystko dobrze - odparłam obolała
- Przepraszam - powiedział podając mi rękę
Podniosłam się z ziemi i usiadłam na ławce. Miejsce obok mnie zajął Marco.
- Przepraszam - powiedział ponownie
- Nie masz za co przepraszać
- Nie potrzebnie Cię wołałem
- Nie musisz się tłumaczyć, wszystko dobrze - oświadczyłam
- To może w ramach rekompensaty dasz się zaprosić na imprezę do klubu?
Zgodziłam się.
- Przyjadę po Ciebie o 19:30 - oznajmił
Rozeszliśmy się w dwie strony.
Na zewnątrz nie wyglądało jakbym się cieszyła, ale w środku buzowało. Nie sądziłam, że ponownie go spotkam. Bardzo się cieszyłam, bardzo. Marco wydaje się miłym i sympatycznym chłopakiem. Myślę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić.
Kiedy wróciłam do mieszkania zabrałam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, a następnie się ubrałam. Spięłam włosy i wyszłam z łazienki.
Do domu wróciła Sara obładowana siatkami, w których najprawdopodobniej znajdował się nasz obiad. Wzięłam od niej jedną siatkę i zaczęłam rozpakowywać.
- Czemu jesteś taka radosna? - zapytała
Tego pytania nie dało się uniknąć.
- Dostałaś się na studia? Czynsz za mieszkanie spadł? - ciągnęła - A może umówiłaś się z kimś? - na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech - WIEDZIAŁAM! - krzyknęła
Podbiegła do mnie i mocno uściskała
- Kto jest tym szczęśliwcem?
- Marco - wybełkotałam
- Nie wyglądasz jakbyś się cieszyła?
- Cieszę się, cieszę - odrzekłam z myślą, że skończy już swoje przesłuchanie
Sara znacząco się uśmiechnęła i dokończyła pakowanie.
Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.

~*~*~
 
Obudziłam się o 15:30. Odrzuciłam koc, którym byłam przykryta i wstałam z łóżka. Poszłam do kuchni, w której była Sara.
- Siadaj - wskazała na nakryte miejsce przy stole - Ugotowałam zupę - oznajmiła kuzynka
Zajęłam miejsce przy stole. Nie miałam wielkiego apetytu, dlatego zjadłam trochę zupy i wstałam od stołu.
- Dlaczego więcej nie jesz? Nie smakuje ci? - zapytała zmartwiona
- Zupa jest bardzo smaczna. Po prostu nie jestem głodna - odparłam znikając zza drzwiami swojego pokoju.
Postanowiłam znaleźć w szafie kreację na dzisiejsze wyjście do klubu. Po niecałej godzinie postawiłam na jeansy, bluzkę z nadrukiem i buty na obcasie w kolorze mięty. Całą kreację miała zdobić skórzana kurtka. Do przyjazdu Marco miałam jeszcze dużo czasu. Spędziłam ten czas na oglądaniu telewizji, a raczej przełączaniu kanałów w poszukiwaniu dobrego serialu.
Dochodziła 18:45, gdy postanowiłam się przygotować. Ubrałam się w wcześniej przygotowane ubrania, a włosy przeczesałam grzebieniem i zostawiłam rozpuszczone. Na usta nałożyłam mój ulubiony błyszczyk. Praktycznie gotowa byłam po piętnastu minutach.
- Co będziesz robić przez resztę wieczoru? - zapytałam pojawiając się w salonie
- Muszę zrobić porządek z papierami - odpowiedziała niezbyt zachwycona - Mam nadzieję, że Ty będziesz się świetnie bawić - zwróciła się w moją stronę ukazując uśmiech - Tylko pamiętaj, żeby nie przesadzić z alkoholem
- Pamiętam przecież - bąknęłam.
Godzina 19:30 zbliżała się wielkimi krokami. Nie wiem dlaczego, ale bardzo się cieszyłam, że Marco mnie zaprosił. Chcę go bliżej poznać. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. Nie liczę na nic więcej. Co ja mówię? On nigdy nie umówiłby się ze mną. Gdyby dowiedział się, że zachorowałam na straszną chorobę to stchórzyłby i uciekł - jak wszyscy moi byli.
Malinowska, głupia jesteś. Właśnie idziesz z nim do klubu. On się z Tobą umówił! - przemówiła moja podświadomość.
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Był to sms od Marco.
"Jestem wcześniej. Czekam. Marco"
Odpisałam mu.
" Już schodzę. Laura"
Schowałam telefon do kieszeni kurtki i wyszłam z mieszkania.
Marco wyglądał cudnie. Miał na sobie ciemne jeansy, jasnoniebieską koszulę i białe nike. Na ręce miał czarny zegarek.
- Jestem brudna? Coś mam na sobie? - zapytałam zdziwiona
- Nie, po prostu ładnie wyglądasz - powiedział
- Dziękuje - odpowiedziałam  zarumieniona, a chłopak uroczo się uśmiechnął.
Marco odpalił silnik i ruszyliśmy do klubu.
- Nie jesteś z Dortmundu? - zapytał
- Nie. Pochodzę z Polski - odpowiedziałam
- Robert mówił, że Polski są piękne - wybełkotał pod nosem
Marco zwrócił się w moją stronę i promiennie uśmiechnął się, po czym wrócił wzrokiem na drogę.
Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod budynkiem klubu. Ochroniarz sprawdził nasze dokumenty i weszliśmy do środka. Kolorowe światła rozświetlały pomieszczenie. Muzyka rozbrzmiewała z głośników, a parkiet zapełniał się ludźmi. Alkohol lał się potokami, więc większość imprezowiczów już leżała. Marco złapał moją dłoń. Spletliśmy palce u dłoni w uścisku i pomaszerowaliśmy do baru. Poczułam przyjemne dreszcze przechodzące przez moje ciało, a na twarzy pojawił się triumfalny uśmiech.
Marco zamówił dwa soki pomarańczowe z lodem.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytałam.
Uśmiechnął się półgębkiem.
- Bo jesteś piękna - zapadła niezręczna cisza, którą przebił Marco - Lubię patrzeć na piękne dziewczyny
Kiedy znalazłam się na parkiecie bujałam się na boki, tańczyłam sama w tłumie, nagle poczułam, że ktoś stoi za mną i patrzy na mnie
- Zatańczysz ze mną? - usłyszałam zza pleców

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 1

Dlaczego ja? - to pytanie zadaję sobie codziennie i nie potrafię na nie odpowiedzieć. Teraz, siedząc w samolocie, zastanawiam się co dalej. Końcówka czerwca była znów początkiem .. tak dobrze znanego mi stanu. Kolejny ból - powodujący łzy. Kolejne godziny spędzone na szpitalnym oddziale. Coraz większe dawki lekarstw osłabiały mój organizm bardziej. Czułam się jak roślina .. Kiedy lekarze nie dawali mi szans choroba ustała. Od dwóch miesięcy nie pojawiły się żadne nawroty, a ja czuję się na siłach i pełna energii. Ale od początku, wspomniałam o samolocie? Racja! Lecę do Dortmundu.

~*~*~

Mieszkanie nie było wielkie, ale małe też nie - w sam raz dla dwóch osób. Mieściło kuchnie połączoną z salonem i jadalnią, łazienkę i dwie sypialnie. Co prawda na początku mój pokój przypominał garderobę, ale urokliwe meble i kilka ozdób przywróciło blask pomieszczeniu.-  Moja kuzynka, starsza ode mnie o rok mieszka w Dortmundzie od początku studiów. Po śmierci rodziców odziedziczyła spory spadek, więc mogła pozwolić sobie na kontynuowanie studiów i pozostanie w Niemczech. Teraz jest dwudziestopięcioletnią początkującą lekarką pracującą w Borussii Dortmund. Bardzo dużo zawdzięczam kuzynce m.in. przeprowadzkę tutaj. Rodzice od początku byli przeciwni, ale Sara bombardowała ich takimi argumentami, że w końcu się zgodzili. W trakcie choroby bywała przy mnie w szpitalu całymi dniami. Jest dla mnie jak starsza siostra. Sama jestem jedynaczką. Rodzice nigdy nie rozmawiali o drugim dziecku. Czemu? Nie wiem. Sama też nigdy nie mówiłam, że chciałabym mieć młodsze rodzeństwo. Im byłam starsza coraz mniej o tym myślałam. Rodziców w domu prawie nie było. Tata latał po świecie, a mama pracowała w szkole jako nauczycielka muzyki. To pewnie stąd moje zamiłowanie do muzyki. Od dziecka uczę się grać na pianinie. Przez chorobę i długie pobyty w szpitalu nie zostałam przyjęta na Akademie Sztuk Pięknych - nie stawiłam się na egzamin kwalifikacyjny. Obecnie złożyłam papiery na studia w jednej z dortmundzkich uczelni. Mam nadzieję, że mnie przyjmą ..

~*~*~

Dzień zaczynam tak samo budzę się, otwieram oczy, wstaję i idę do łazienki pod zimny, orzeźwiający prysznic. Ubrałam się i na usta nałożyłam truskawkowy błyszczyk. Gotowa poszłam do kuchni. Zabrałam się za śniadanie. Zrobiłam sobie tosty i wstawiłam wodę na herbatę. Usiadłam przed telewizorem i konsumowałam tosty popijając gorącą herbatą. Od przyjazdu tutaj to codzienna monotonność jest nudna. Pierwszy raz od przyjazdu wstałam z kanapy, ubrałam buty i wyszłam z mieszkania. Znałam tylko jedno miejsce, w którym mogłabym zabić czas. Mianowicie kawiarnia w parku. Kiedy zachorowałam, a w Dortmundzie znalazł się dobry lekarz, polecił mi właśnie tą kawiarnie w parku. Lubiłam siadać pod oknem. Stamtąd widziałam wszystko co dzieje się w parku. Tak było i tego dnia. Usiadłam i zawołałam kelnera.
- Dzień dobry. Co dla pani? - spytał posyłając mi piękny uśmiech
- Dzień dobry - odwzajemniłam uśmiech - Poproszę wodę niegazowaną
Kelner odszedł, a ja zaczęłam przeglądać facebook ma moim iphone.
- Cześć - usłyszałam męski głos, więc odwróciłam wzrok od elektronicznej zabawki - Laura, prawda? - odsunął krzesło i zasiadł naprzeciwko mnie - Nie poznajesz mnie?
- Marco? - odparłam jednocześnie ukazując na twarzy zaskoczenie - Miło Cię widzieć ponownie - powiedziałam uradowana wpadając w ramiona chłopaka. Po krótkiej chwili czułości usiedliśmy na wcześniej zajmowanych miejscach i zamówiliśmy sok pomarańczowy dla Marco.
- Nadal grasz w Borussii? - zapytałam
- Tak. Niedawno przedłużyłem kontrakt - odpowiedział biorąc łyk soku - A ciebie co sprowadza do Dortmundu?
- Przeprowadziłam się
- Może jednak? - spytał wskazując palcem za okno
- O co ci chodzi?
- Może pojedziesz ze mną na trening?
- Może nie. Przepraszam, ale muszę iść do domu - odparłam z oburzeniem. Chwyciłam telefon i wstałam z miejsca. Już miałam iść, gdy poczułam uścisk. Chłopak trzymał mnie za nadgarstek, a po chwili przyciągnął do siebie
- Widziałem jak na mnie patrzysz - szepnął mi do ucha, a przez ciało przeszły przyjemne dreszcze. Szarpnęłam i wydostałam się z tej niekomfortowej sytuacji
- Idiota! - krzyknęłam w jego stronę
Wyszłam z kawiarni i ruszyłam w drogę prosto do domu. Co za cham. Co on sobie myślał? - pomyślałam. Z drugiej strony to było nawet fajne. Malinowska co ty gadasz? Opanuj się - próbowałam wyrzucić z siebie te myśli.
- Laura - usłyszałam swoje imię i odwróciłam się momentalnie do tyłu - Przepraszam. Głupio wyszło. Może podwieźć się do domu?
- Zapomnijmy o tym - odpowiedziałam - Dziękuje, nie musisz - dodałam
- Nalegam - powiedział robiąc słodką minkę
- Czemu to robisz?- spytałam
- Ale co?
- Znowu to zrobiłeś - powiedziałam widząc jak się do mnie uśmiecha
- To ten mój urok tak na dziewczyny działa - zaśmiał się za co oberwał ode mnie w bark - Ładna, mądra i do tego lubi się bić - dodał. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
Chyba nie chcesz powiedzieć, że ci się spodobał? - pomyślałam.
Chłopak otworzył mi drzwi do samochodu i wsiadłam. Marco usiadł na miejscu kierowcy i włączył silnik. Kiedy znaleźliśmy się na drodze podałam mu mój adres.
- Dlaczego nie skręcasz? - spytał widząc jak mija wjazd na moje osiedle - Marco! - krzyknęłam
- Spokojnie ślicznotko - posłał w moją stronę ten uroczy uśmiech
Nie minęło 10 minut i znaleźliśmy się pod stadionem. Pierwszy z samochodu wysiadł chłopak, a potem ja lekko onieśmielona ruszyłam za nim. Weszliśmy do środka. Marco zaprowadził mnie pod drzwi, z których wynikało, że to szatnia. Wisiał na nich napis po niemiecku.
- Zaczekaj 5 minut - powiedział i wszedł do szatni. Oparłam się o ścianę i wyciągnęłam swojego iphona. Wpisałam w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko, ale moje wyszukiwanie przerwał tak bardzo znany mi głos.
- Co ty tu robisz? - spytała Sara zaskoczona moją obecnością
- Czekam sobie - odpowiedziałam
- Mogę wiedzieć za kim?
- Za mną - odezwał się Marco
- No widzę, że poznałaś już największego podrywacza w Dortmundzie - wybuchła śmiechem kuzynka. Z twarzy Marco także nie schodził uśmiech.
- Idź już na trening. Wezmę Laurę do siebie - odparła
- Sara jednak pójdę z nim. Chcę zobaczyć jak radzi sobie z piłką - wystawiłam w stronę chłopaka język i po chwili uśmiechając się
Zajęłam miejsce i zaczęłam przyglądać się wchodzącym na murawę innym piłkarzom. Trening trwał ponad godzinę. Marco kochał to co robił, a to co robił, robił z wielkim poświęceniem. Dobrze wiedział, że jest dobry. Kiedy wszyscy już się przebrali on jeszcze trenował rzuty na bramkę z różnych odległości.
- Nie nudziłaś się? - spytał odkładając piłkę do worka z piłkami
- Tylko na początku - odpowiedziałam i ruszyłam z nim do szatni
- Wezmę prysznic i odwiozę Cię do domu - odparł i znikł za drzwiami szatni